Po co robimy MAiA?

Celem Marszu Ateistów i Agnostyków (MAiA) jest pokazanie, że w Polsce żyją osoby bezwyznaniowe i zaistnienie takich osób w przestrzeni i dyskursie publicznym. Jest to niezwykle ważne w państwie demokratycznym, ponieważ w sytuacji, gdy jakaś mniejszość nie jest widoczna, łatwo ją dyskryminować, pomijać jej interesy i prawa, zwłaszcza w niezwykle istotnej dziedzinie legislacji. Wychodząc z założenia, że jeżeli konkretna mniejszość pragnie by respektowano jej prawa, musi wyraźnie przedstawiać swoje postulaty na forum publicznym. Naszym zdaniem najodpowiedniejszą po temu formą jest właśnie MAiA.

Temat Pierwszego MAiA

Tematem pierwszego MAiA jest „Moralność bez wiary”, czyli szeroko pojęta etyka nie postrzegana przez pryzmat religii. Chcemy pokazać, że bycie ateistą czy agnostykiem nie oznacza amoralności, zła czy zwyrodnienia, co niestety stanowi częsty i krzywdzący stereotyp z którym się spotykamy.
Ponieważ pojęcie moralności zostało niejako zawłaszczone przez najróżniejsze organizacje religijne i utożsamione z wykonywaniem woli bóstwa – osoby nienależące do jakichkolwiek związków wyznaniowych nie wykonując woli owego bóstwa są automatycznie postrzegane jako osoby pozbawione wszelkich zasad moralnych, a więc niebezpieczne dla społeczeństwa. Wyrzeczenie się wiary jest traktowane jako wyrzeczenie się człowieczeństwa.
Takie szkodliwe rozumowanie rodzi agresję, której niejednokrotnie doświadczyliśmy w życiu codziennym. Dlatego, chcąc przełamać ów stereotyp, pragniemy również zaprezentować opinii publicznej bazującą na wielkim dziedzictwie światowej filozofii (należy tu wspomnieć chociażby dorobek Immanuela Kanta) areligijną moralność. Moralność bez bóstw, która nie bazuje na strachu przed boską karą, lecz na świeckich i racjonalnych podstawach.

Czy niewierzący są w Polsce dyskryminowani?

Naszym zdaniem tak. Dyskryminacja osób niewierzących przybiera zarówno formy bezpośrednie, jak społeczne piętnowanie, którego wielu z nas doświadczyło osobiście, bądź zna takie przypadki, jak i pośrednie (wymuszanie przez ustawodawcę przestrzeganie katolickiej doktryny społecznej i politycznej, narzucanie przez opinię publiczną jedynie katolickiego systemu wartości). Pomimo konstytucyjnych zapewnień ludziom niewierzącym nie gwarantuje się takich samych praw jak tym, którzy należą do kościołów i związków wyznaniowych (chociażby na przykładzie art. 196 kk). Politycy konserwatywni traktują niekatolików jako Polaków drugiej kategorii.

Podstawą tego stanu rzeczy jest błędne i wytworzone sztucznie założenie, że każdy „prawdziwy” Polak jest także ortodoksyjnym katolikiem, czyli osobą wykonującą bez sprzeciwu polecenia hierarchii kościelnej.
W rozmaitych sondażach od 89% do 96% Polaków określa się jako katolicy. Ze względu na duży stopień komplikacji i niewielką popularność procedury apostazji w tej liczbie zawiera się również spora ilość ludzi niewierzących, a także indyferentnych religijnie. Nie zmienia to jednak faktu, iż Kościół Rzymskokatolicki stanowi w kraju dominującą formację religijną, co stwarza pozory wzajemnego powiązania przytoczonych na wstępie pojęć „Polak” i „katolik”. Dla ludzi niewierzących taka sytuacja jest dyskryminująca i niedopuszczalna.
Po wtóre, niezależne badania socjologiczne pokazują, iż społeczeństwo polskie w wielu istotnych kwestiach posiada zdanie odmienne od stanowiska reprezentowanego przez Kościół Rzymskokatolicki, wskazują na to chociażby sondaże opinii publicznej w sprawie dopuszczalności aborcji – zależnie od badań i sposobu zadawania w nich pytań od 43% do 64% respondentów w różnych sytuacjach dopuszcza jej możliwość, tak zwane „związki partnerskie” popiera 46% badanych (CBOS 2005), stosowanie antykoncepcji 48%, a współżycie przed ślubem popiera 64% respondentów (całkowicie popiera 23% - CBOS 2007) i tylko 15% je potępia. Nie bez powodu zaledwie 55% Polaków określa się jako „wierzący i stosujący się do wskazań Kościoła” (CBOS 2007).
Dlatego też utożsamianie całości 90% Polaków- katolików z postawami religijnie ortodoksyjnymi jest naszym zdaniem poważnym nadużyciem.

Pomimo przytoczonych wyżej faktów, ustawodawcy uważają jednak, iż skoro 89% do 96% Polaków deklaruje się jako katolicy, to 100% prawodawstwa musi być katolickie i respektujące (w praktyce wymuszające na wszystkich obywatelach) tzw. „katolicki system wartości”, a to dyskryminuje mniejszości światopoglądowe (wszystkich niekatolików). Jak stwierdził Prezydent RP Lech Kaczyński:

"Chrześcijański czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i nie ma on alternatywy."

Efekty takiego błędnego myślenia widać chociażby na przykładzie sporu wokół zapłodnienia metodą in vitro. Środowiska konserwatywno- konfesyjne pragną zabronić wszystkim Polakom korzystania z tej metody walki ze skutkami niepłodności, ponieważ z przyczyn ideologicznych (traktowanie zygoty jak jednostki ludzkiej) potępia ją Watykan. Nie inaczej jest też z prawami człowieka, takimi jak prawa reprodukcyjne kobiet, czy prawo do decydowaniu o swoim życiu, w tym i jego zakończeniu, które to prawa w Polsce są niezwykle ograniczone z tych samych co metoda in vitro powodów.
Nie taka jest naszym zdaniem rola ustawodawcy, który powinien tworzyć prawodawstwo dla wszystkich obywateli, a nie tylko dla jednej, określonej grupy religijnej. A przy jego tworzeniu kierować się musi troską o ich ziemskie/egzystencjalne dobro. Dobrą ilustrację tej sytuacji stanowią słowa wielkiego polskiego humanisty, Tadeusza Boya Żeleńskiego:

"Państwo – pomijając nawet fakt, że najczęściej jest zbiorem jednostek rozmaitych wyznań – ma za przedmiot swoich starań byt człowieka na ziemi. Celem jego jest zmniejszenie cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty. Kościół natomiast – gdyby jego politykę brać najidealniej – ma zadania zgoła inne. Życie doczesne ludzi jest dlań jedynie chwilką wobec wieczności za grobem; z tej perspektywy wszystkie męki doczesne są bez znaczenia, a nawet mogą być pożądane, o ile zbliżają do nagród wiekuistych, do których znowuż pierwszym warunkiem jest przestrzeganie nakazów Kościoła. Każde z tych dwóch stanowisk ma swoją logikę, ale pogodzenie ich bywa niezmiernie trudne.” I dlatego domagamy się aby ustawodawcy tworzyli regulacje prawne - z utylitarną myślą- które będzie dążyć do zmniejszenia cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty czy bezpieczeństwa fizycznego i egzystencjalnego."
Ponieważ legislatywa ma zwyczaj zapominania o doczesnej stronie swojej działalności, pragniemy o niej przypomnieć właśnie poprzez nasz Marsz.

Z analogiczną postawą spotkać się można także w mediach publicznych, które aktywnie promują (zwłaszcza w publicystyce) wyłącznie katolickie spojrzenie na świat (tzw. „wartości chrześcijańskie”), zamykając się na wszystkie argumenty nie oparte na szeroko pojętej doktrynie religijnej. Tu również panuje zasada, że skoro 89% do 96% Polaków deklaruje się jako katolicy, to media państwowe muszą być w 100% katolickie. Efektem tego jest narzucanie niewierzącym subiektywnego światopoglądu katolickiego i brak alternatywy, co naszym zdaniem jest niezgodne z rolą mediów publicznych w społeczeństwie.

Narzucanie wszystkim obywatelom światopoglądu katolickiego dotyka bardzo wielu sfer życia. W praktyce oznacza to, że ateiści zarówno przez ustawodawstwo, jak i polską tzw. „poprawność polityczną” zmuszani są między innymi do:

  • Przestrzegania postów podczas religijnych świąt katolickich np. zakazy sprzedaży mięsa w lokalach gastronomicznych w dni postu, w szkołach zdarzają się w piątki sytuacje wyrzucania przez nauczycieli należących do uczniów kanapek z wędliną.
    za Małgorzata Święchowicz, Ciężkie jest życie ateisty, „Przekrój” Nr 3/3213, 18 stycznia 2007, s. 38
  • „Świętowania” katolickich świąt. Wiąże się to zarówno z coraz bardziej ograniczanym handlem w niedziele i inne święta religijne, obłudnie motywowanym interesami pracowników, jak i staraniami podejmowanymi w celu zakazywania organizacji masowych imprez kulturalnych (np. koncert Madonny) w katolickie święta, mimo że ich lokalizacja nie koliduje z lokalizacją obchodów danych świąt religijnych. Również podczas traktowanych jak święta papieskich pielgrzymek wprowadza się prohibicję alkoholową w całym miastach i to nie tylko w miejscach sąsiadujących z miejscem zgromadzeń masowych. Prywatne puby, restauracje, czy bistra nie mogą sprzedawać alkoholu.
  • W imię katolickiej doktryny i moralności, wszystkim Polakom, w tym i niewierzącym, ogranicza się podstawowe prawa reprodukcyjne (prawo do zapłodnienia in vitro, prawo do decydowania o przebiegu lub przerwaniu ciąży, prawo do badań prenatalnych, prawo do decydowania, z kim się żyje i współżyje, związki partnerskie, dostępność do antykoncepcji etc.).
  • Mimo iż tylko człowiek jest właścicielem swojego życia, w imię realizacji postulatów doktryny religijnej ograniczone jest nasze niezbywalne prawo do decydowania o swoim życiu, w tym także prawo do godnej, dobrowolnej śmierci.

Subiektywna wola Kościoła coraz częściej jest w Polsce prawem, którego również ateiści muszą przestrzegać. Osoby żyjące wedle innych systemów wartości nadal są traktowane jako „dziwadła”, „amoralni”, „zboczeńcy” czy osoby aspołeczne. Przestrzeń publiczna – w tym i instytucjonalna – zdominowana jest przez jedną religię.

Wielkim problemem dla wszystkich nie katolików jest klerykalizacja edukacji i programów nauczania. Dla wielu niewierzących największym problemem jest ich dyskryminacja na poziomie szkolnej edukacji, gdyż jej ofiarami padają dzieci. Powszechny i wliczany do średniej na egzaminie maturalnym przedmiot zwany „religią” reprezentuje tylko jeden spośród kilku tysięcy możliwych związków wyznaniowych. Dyskryminuje to nie tylko nas, niewierzących, lecz także osoby o innej niż rzymskokatolicka przynależności światopoglądowej.
Osoby nieuczęszczające na katechezę są jawnie dyskryminowane. Wielu nauczycieli uważa, że ich misją jest chrześcijańskie indoktrynowanie młodzieży. Gdy pojawia się ktoś niewierzący, nauczyciele często traktują go gorzej w klasie i szkole . Zdarzają się sytuacje, kiedy podczas godziny wychowawczej nauczycielka wmawia uczniom że jak ktoś nie chodzi na katechezę to jest zły, a potem odpytuje z tego uczniów nie chodzących na lekcję religii . Na terenach wiejskich dzieci niechodzące do kościoła czy na katechezę (zwłaszcza w młodszych klasach) są traktowane jak „trędowate” . Ataki na dzieci niewierzących wpływają także na nie same. Są tym sposobem zmuszani do ochrzczenia siebie oraz dzieci lub rozbija się ich związki.
Por. Aneta Zadroga, Polskie przeprowadzki włoskiego ateisty, „Gazeta Wyborcza” czwartek 21 maja 2009, s. 9 oraz Małgorzata Święchowicz, Ciężkie jest życie ateisty, „Przekrój” Nr 3/3213, 18 stycznia 2007, s. 39.

Teoretycznie alternatywna dla katechezy „etyka” w szkole jest często fikcją. Brakuje nauczycieli tego przedmiotu, ustalony jest wysoki limit 7 uczniów potrzebnych do wprowadzenia zajęć z etyki, a jedyny zaakceptowany podręcznik do etyki napisany został przez rzymskokatolickiego księdza (co wpisuje się w stereotyp, że tylko kościół decyduje co jest etyczne).

Innym problemem jest podporządkowywanie życia szkolnego Kościołowi. Coraz częściej rekolekcje oznaczają brak zajęć w szkołach. Podobnie lekcje bywają odwoływane, chociażby podczas nawiedzenia danej parafii przez kopię obrazu jasnogórskiego (Joanna Podgórska Wierz boś nie zwierz „.Polityka” nr. 46(2680), 15 listopad 2008). Osoby niewierzące w takich sytuacjach borykają się z problemem opieki nad dziećmi, której dana placówka oświatowa nie zapewnia. Godzina rozpoczęcia lub zakończenia roku szkolnego ustalana jest w konsultacji z lokalnym proboszczem, a rodzice dowiadują się jedynie, że owe uroczystości odbędą się po mszy. Na szkolnych uroczystościach zdarzają się inicjowane przez duchownych modlitwy, które albo zmuszają niekatolików do ujawnienia się („kto się nie modli, jest inny”) albo do modlitwy (czyli działania wbrew własnemu światopoglądowi). Sale w wielu szkołach publicznych obwieszone są symbolami religijnym (i symbolami tylko jednego z 164 związków wyznaniowych zarejestrowanych w naszym kraju).

Programy nauczania także przesiąknięte są ideologią chrześcijańską. Nauczyciele bywają zupełnie poważnie „edukowani” przez egzorcystów jak rozpoznać opętanie przez demona. Przeżyliśmy bardzo poważną ofensywę, aby w miejsce naukowo udowodnionej i powszechnie przyjętej teorii ewolucji wprowadzić do szkół opierający się na starożytnych, bliskowschodnich tekstach kreacjonizm. Eskalacja tego zjawiska nastąpiła co prawda za czasów ministra Romana Giertycha, lecz obecnej minister edukacji Katarzynie Hall (Jest za możliwością zdawania matury z religii i za wliczaniem stopnia z niej uzyskanego do średniej ocen.) bliżej jest do linii ideowej konfesyjnego konserwatyzmu, niż zachodnioeuropejskiej otwartości. Sprzyja to promowaniu nietolerancji, ksenofobii i uprzedzeń w stosunku do wszelkich mniejszości (w tym niekatolików).

Ateiści i agnostycy są traktowani jako osoby gorsze od wierzących, ponieważ jako niereligijni mają nie posiadać uczuć. Tezy takie promują osoby znane, np. były prezes TVP Bronisław Wildstein:

"Przeczytałem wypowiedź uczestnika internetowej dyskusji, który żądał, aby jego uczucia – jako ateisty – szanowane były na równi z uczuciami wierzących. Uświadomiłem sobie, ze to absurdalne stwierdzenie, które nosi pozór oczywistości, traktowane jest współcześnie jako norma społeczna. Wierzenia obywateli, jeśli tylko mieszczą się w porządku prawnym, nie powinny się stawać przyczyną prześladowania. Jakie są jednak religijne przekonania ateisty, który deklaruje brak takich przekonań?"
B. Wildstein, Uczucia ateistów, „Rzeczpospolita” nr 105 (8006), 6 maj 2008, s.2
Myślenie takie jest niezwykle krzywdzące i deprecjonuje osoby niewierzące. Wildstein wyraźnie sugeruje, że poglądy ateistów ponieważ nie są religijne, mogą być przyczyną prześladowań. Dla byłego szefa TVP także uczucia powiązane z wyznawanym światopoglądem mogą być tylko religijne.

Ateiści i agnostycy domagający się szanowania swoich praw są szkalowani i przedstawiani jako osoby nietolerancyjne, chcące zniszczyć „tradycyjną”, polską religijność. W wspomnianym tekście w „Rzeczpospolitej”, Wildstein sugeruje, że postulaty świeckości państwa głoszone przez ateistów to w rzeczywistości działania antyreligijne. Nazywa on ateizm „agresywną antyreligią” dążąca do eliminacji religii i ocenzurowania kultury. Według niego jest on „najbardziej nietolerancyjnym wierzeniem europy”. Swoja wypowiedź kończy jawnie podburzającym wierzących przeciw ateistom zdaniem:

"Kiedy słyszę, że szanować mam uczucia osób niewierzących, zastanawiam się, czy nie chodzi to, abym szanował ich brak szacunku dla uczuć religijnych."
B. Wildstein, Uczucia ateistów, „Rzeczpospolita” nr 105 (8006), 6 maj 2008, s.2
Stawiany jest tu znak równości między niewiarą a antyreligijnością. Analogiczną retorykę stosują również osoby duchowne, np. bp Tadeusz Pieronek, który osoby walczące o neutralność światopoglądową instytucji publicznych (komisji wyborczych w szkołach publicznych), nazwał „Talibami”, „samorodkiem nietolerancji powołującym się na zasadę rozdziału Kościoła od państwa”. Tadeusz Pieronek „Mamy polskich talibów?” Gazeta Krakowska 12 czerwca 2009.
Definiując prawo do wolności religijnej, hierarcha ten przedstawił je jako nietykalne prawo Kościoła rzymskokatolickiego do narzucania innym swoich przekonań (w instytucjach państwowych), bez prawa zgłoszenia sprzeciwu.

Taka antyateistyczna nagonka przynosi smutne efekty. Już badania OBOP z 1999 roku pokazały, że niechęć (8%) lub wrogość (2%) do ateistów deklaruje 10% Polaków. Podobnie traktowani są żydzi czy krysznowcy . Niedawno na jaw wyszła sprawa pewnego mieszkającego w Polsce (Klucze, Olkusz, Biały Kościół) ateisty, Włocha Enzo Giustino, który był prześladowany przez wierzących i został kilkakrotnie zmuszony do przeprowadzki jedynie za to, że nie chodził w niedzielę do kościoła. Sąsiedzi grozili mu, nękali pisząc na niego donosy, wybito mu w domu w Białym Kościele wszystkie okna, sugerowano że jest muzułmaninem (w domyśle terrorystą) lub członkiem mafii (ponieważ pochodzi z Sycylii). Nie tylko sąsiedzi, ale i księża mówili mu, by się wynosił z Polski. Prześladowane były także jego dzieci. Fakt, iż nie jest Polakiem nie jest jedynym powodem owej nagonki. Każdy, kto mieszka na wsi i nie chodzi do kościoła, jest na to narażony. W wiejskich społecznościach niechodzenie do kościoła traktowane jest jako niebezpieczna patologia.

Czy wszyscy niewierzący popierają MAiA?

Wielu ateistów, zwłaszcza mieszkających w dużych miastach, w których łatwo być anonimowym, nie czuje potrzeby „ateo coming outu”. Żyjąc w anonimowości, w której nie zaznają bezpośredniej dyskryminacji jest niezwykle wygodne. Jeżeli jeszcze nie posiadają dzieci w wieku szkolnym lub posyłają je do szkół prywatnych, nie stykają się z dyskryminacją ze względu na brak wiary. Zważywszy na fakt, że wielu naszych rodaków wychodzi z założenia, że skoro obecna sytuacja jest dobra, lepiej jest jej nie zmieniać, ponieważ można ją jedynie pogorszyć. Zdajemy sobie sprawę, że niektórzy myślący konformistycznie ateiści, tudzież agnostycy nas nie popierają, a nawet są nam wrodzy. Często przyrównują oni konsekwencje działań takich, jak organizacja MAiA do tych, z którymi borykają się ruchy LGBT obawiając się reperkusji ze strony środowisk konfesyjnych.
Uważamy jednak że nie dostrzegają oni zagrożenia postępującej klerykalizacji i ograniczania praw obywatelskich w ramach dostosowywania polskiego prawodawstwa do społecznej nauki Kościoła Rzymskokatolickiego przez polityków reprezentujących jego interesy i umacniania postaw nietolerancyjnych w społeczeństwie. To, że jeszcze można w Polsce dokonywać zabiegów in vitro i dostępne są środki antykoncepcyjne, nie oznacza, że taka sytuacja będzie trwać wiecznie, gdy osoby niewierzące i niezwiązane z religią dominującą zachowają bierną postawę.

Historia katechezy w szkole jest tego bardzo dobrym przykładem. Na początku lat 90. XX wieku szkolna katecheza była nieobowiązkowa, odbywała się tylko na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Była to jedna godzina w tygodniu, ocena z katechezy nie wliczała się do średniej, jak i nie miała wpływu na promocję do następnej klasy, a katecheci nie pobierali za swoją pracę wynagrodzenia. Obecnie są dwie godziny lekcyjne w tygodniu, jest obowiązkowa, w środku zajęć, ocena liczy się do średniej i ma wpływ na promocję, a katecheci dostają pensje z budżetu państwa. Ponadto wprowadzeni do szkół księża systematyczne podporządkowują je swoim pogladom (np. żądają zawieszania zajęć szkolnych podczas rekolekcji). Nie stało się tak od razu, lecz działo się to metodą małych kroków, gdzie jeden sukces Kościoła skłaniał go do wysuwania dalszych roszczeń. Analogicznie, sukces Kościoła w sprawie aborcji w latach 90. XX wieku zachęcił go walki o zakaz in vitro oraz o całkowity zakaz aborcji. Kolejną ofiarą tego zjawiska może być na przykład antykoncepcja.
Traktowana przez Jana Pawła II jako element „cywilizacji śmierci”. Dla niego antykoncepcja jest „sprzeczna z pełną prawdą aktu płciowego jako właściwego wyrazu miłości małżeńskiej” i jest to sprzyjająca pokusie aborcji „mentalność antykoncepcyjna”.

Czym są ateizm, agnostycyzm i apostazja?

Ateizm to po prostu subiektywne przekonanie, że bogowie, bożki, bóstwa i inne siły nadprzyrodzone nie istnieją. Jest subiektywne, ponieważ nie jest weryfikowalne empirycznie.
Teoretycznie nie da się stwierdzić, czy jakiekolwiek bóstwo istnieje i nie da się na chwilę obecną stwierdzić, że nie istnieje. Takie myślenie nosi nazwę agnostycyzm. Agnostycyzm to uznanie, że póki co nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, czy siły nadprzyrodzone istnieją.
Niektórzy uznają ateizm za wiarę i z agnostycznego punktu widzenia stuprocentowy ateizm jest wiarą, ponieważ nie jest weryfikowalną wiedzą. Pod tym kątem prawdziwą niewiarą jest agnostycyzm, ponieważ agnostyk nie wierzy ani w istnienie bóstwa, ani nie wierzy, że ich nie ma, on tylko racjonalnie uznaje to za nieweryfikowalne.
Apostazja jest to rezygnacja z przynależności do Kościoła Rzymskokatolickiego, podejmowana, gdy jest się niewierzącym i nie chce się być zaliczanym do grona jego wyznawców, tudzież w celu zmiany wyznania.

Czy ateizm i agnostycyzm jest antyreligijny?

Antyreligijność ateistów i agnostyków jest stereotypem. Wielu z nas głęboko szanuje osoby myślące inaczej, niż my. Dzieje się tak dlatego, ponieważ samo przekonanie, że bóstw nie ma, nie rodzi postaw antyreligijnych, tak samo jak bycie chrześcijaninem i wiara w boga nie musi oznaczać wrogości wobec innych religii, choć przecież z chrześcijańskiego punktu widzenia są one błędne, ponieważ głoszą nieprawdę. Nie zgadzanie się z kimś nie jest przecież jednoznaczne ze zwalczaniem tego kogoś.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy pojawiają się fundamentalistyczni misjonarze, którzy nie bacząc na wolność innych osób pragną wymuszać przyjęcie swoich racji. Zjawisko to występuje zarówno w religiach czy ideologiach, jak również wśród nas niewierzących.
Tego przykładem był ZSRR, w którym legitymizująca się ateizmem i racjonalizmem antyreligijna ideologia (zdaniem religioznawcy Rafała Imosa była to religia) marksistowsko- leninowska była na siłę wpajana społeczeństwu. Przybrała ona właśnie taki fundamentalistyczny charakter.
Antyreligijność ZSRR nazwano „wojującym ateizmem”. To właśnie tej postawie „zawdzięczamy” tak silne obecnie kojarzenie niewiary z antyreligijnością.
Nie jest więc, jak twierdzą panowie Wildstein i Pieronek, że ateiści nie mają szacunku dla uczuć religijnych i są „samorodkiem nietolerancji powołującym się na zasadę rozdziału Kościoła od państwa”. Prawdziwy problem pojawia się w samym kościele, w którym w czasach PRL przyzwyczajono się takiej retoryki i utożsamiania niewiary z komunizmem (a wiary z demokracją, co widać chociażby w retoryce T. Pieronka.). W tym upatrywać należy podtrzymywania tego stereotypu o ateistach.
Na często wysnuwany zarzut, iż organizatorzy Marszu Ateistów i Agnostyków to osoby skrajnie antyreligijne, należy odpowiedzieć, że jako organizacja szanujemy światopogląd wszystkich ludzi, nawet tych z którymi się nie zgadzamy, a także tych, którzy pragną zwalczać tego typu inicjatywy. Na tym wszak polega nowoczesna demokracja – należy nawzajem szanować siebie i swoje stanowiska, choć nic nie stoi na przeszkodzie do polemiki krytyki odmiennych poglądów. Kolejnym zarzutem kierowanym do organizatorów jest antykatolicki charakter naszego wystąpienia mogący się nasunąć po lekturze niniejszego tekstu. Zarzut ten jest całkowicie nieuzasadniony, ponieważ nie jesteśmy wrogami Kościoła Rzymskokatolickiego w ogólności, lecz jedynie dominacji tej instytucji w życiu publicznym, co uznajemy za sprzeczne z zasadami zarówno Konstytucji RP, jak też demokracji w ogóle. Ponadto, gdyby w Polsce dominującą rolę odgrywała jakakolwiek inna religia i jakakolwiek inna religia reprezentowałaby podobną do Kościoła Rzymskokatolickiego postawę wobec niewierzących, również bronilibyśmy swoich interesów z takim samym zapałem. My nie walczymy z Kościołem – my walczymy z dyskryminacją. Jest to subtelna, lecz z naszego punktu widzenia niezwykle istotna różnica.

MAiA i polityka

Politycy wpływają na tworzenie prawa, są więc tymi, na postawy których naszym działaniem chcemy wpłynąć. Naturalne więc jest, że będą bardzo mile widziani wśród maszerujących, by mogli wysłuchać tego co chcemy przekazać, a także być z nami jeśli solidaryzują się z naszymi postulatami.
My, Młodzi Wolnomyśliciele, formalnie, ani faktycznie nie popieramy żadnej partii czy formacji politycznej. Chcemy zaznaczyć to wyraźnie jako odpowiedź na zarzut kojarzenia nas z jakimikolwiek grami parlamentarnymi.
MAiA jest otwarta na wszystkich polityków i ich sympatyków, szanujących prawo człowieka do bycia bezwyznaniowym, bez względu na ich przynależność światopoglądową. Jesteśmy otwarci na rozmowę z nimi o problemach osób niewierzących w kraju. Nie zamierzamy jednak legitymizować żadnej konkretnej partii czy formacji.

Dlaczego MAiA odbywa się w Krakowie?

Z powodów „ergonomicznych” – pomysłodawcy Marszu mieszkają i działają w Krakowie. Trudniej byłoby nam zorganizować MAiA w innym mieście.
Kraków to miasto akademickie, a nic tak nie sprzyja bezwyznaniowości i otwartości jak nauka i środowiska naukowe. Wszak najwięcej niewierzących jest wśród ludzi o wyższym wykształceniu (w 1994 w badaniach OBOP było to 14,6% niewierzących ). Samodzielni pracownicy naukowi stanowią grupę o najwyższym wskaźniku bezwyznaniowości w Polskim społeczeństwie (w roku 1998 stanowili około 20% ). Dlatego też uważamy Kraków za odpowiednie miejsce do organizowania naszego Marszu.
Kraków to także miasto w którym działał jeden z najświatlejszych polskich niewierzących, Tadeusz Boy Żeleński. Jednym z celów organizatorów Marszu jest przypomnienie jego osoby i działalności.

Organizator

Młodzi Wolnomyśliciele - logo