Po co robimy MAiA?
Celem Marszu Ateistów i Agnostyków (MAiA) jest pokazanie, że w Polsce żyją osoby bezwyznaniowe i zaistnienie takich osób w przestrzeni i dyskursie publicznym. Jest to niezwykle ważne w państwie demokratycznym, ponieważ w sytuacji, gdy jakaś mniejszość nie jest widoczna, łatwo ją dyskryminować, pomijać jej interesy i prawa, zwłaszcza w niezwykle istotnej dziedzinie legislacji. Wychodząc z założenia, że jeżeli konkretna mniejszość pragnie by respektowano jej prawa, musi wyraźnie przedstawiać swoje postulaty na forum publicznym. Naszym zdaniem najodpowiedniejszą po temu formą jest właśnie MAiA. Temat Pierwszego MAiA
Tematem pierwszego MAiA jest „Moralność bez wiary”, czyli szeroko pojęta etyka nie postrzegana przez pryzmat religii. Chcemy pokazać, że bycie ateistą czy agnostykiem nie oznacza amoralności, zła czy zwyrodnienia, co niestety stanowi częsty i krzywdzący stereotyp z którym się spotykamy. Czy niewierzący są w Polsce dyskryminowani?
Naszym zdaniem tak. Dyskryminacja osób niewierzących przybiera zarówno formy bezpośrednie, jak społeczne piętnowanie, którego wielu z nas doświadczyło osobiście, bądź zna takie przypadki, jak i pośrednie (wymuszanie przez ustawodawcę przestrzeganie katolickiej doktryny społecznej i politycznej, narzucanie przez opinię publiczną jedynie katolickiego systemu wartości). Pomimo konstytucyjnych zapewnień ludziom niewierzącym nie gwarantuje się takich samych praw jak tym, którzy należą do kościołów i związków wyznaniowych (chociażby na przykładzie art. 196 kk). Politycy konserwatywni traktują niekatolików jako Polaków drugiej kategorii.
Podstawą tego stanu rzeczy jest błędne i wytworzone sztucznie założenie, że każdy „prawdziwy” Polak jest także ortodoksyjnym katolikiem, czyli osobą wykonującą bez sprzeciwu polecenia hierarchii kościelnej.
Pomimo przytoczonych wyżej faktów, ustawodawcy uważają jednak, iż skoro 89% do 96% Polaków deklaruje się jako katolicy, to 100% prawodawstwa musi być katolickie i respektujące (w praktyce wymuszające na wszystkich obywatelach)
tzw. „katolicki system wartości”, a to dyskryminuje mniejszości światopoglądowe (wszystkich niekatolików). Jak stwierdził Prezydent RP Lech Kaczyński: "Chrześcijański czy katolicki system wartości jest jedynym powszechnie przyjętym systemem wartości w naszym kraju i nie ma on alternatywy."
Efekty takiego błędnego myślenia widać chociażby na przykładzie sporu wokół zapłodnienia metodą in vitro. Środowiska konserwatywno- konfesyjne pragną zabronić wszystkim Polakom korzystania z tej metody walki ze skutkami niepłodności, ponieważ z przyczyn ideologicznych (traktowanie zygoty jak jednostki ludzkiej) potępia ją Watykan. Nie inaczej jest też z prawami człowieka, takimi jak prawa reprodukcyjne kobiet, czy prawo do decydowaniu o swoim życiu, w tym i jego zakończeniu, które to prawa w Polsce są niezwykle ograniczone z tych samych co metoda in vitro powodów. "Państwo – pomijając nawet fakt, że najczęściej jest zbiorem jednostek rozmaitych wyznań – ma za przedmiot swoich starań byt człowieka na ziemi. Celem jego jest zmniejszenie cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty. Kościół natomiast – gdyby jego politykę brać najidealniej – ma zadania zgoła inne. Życie doczesne ludzi jest dlań jedynie chwilką wobec wieczności za grobem; z tej perspektywy wszystkie męki doczesne są bez znaczenia, a nawet mogą być pożądane, o ile zbliżają do nagród wiekuistych, do których znowuż pierwszym warunkiem jest przestrzeganie nakazów Kościoła. Każde z tych dwóch stanowisk ma swoją logikę, ale pogodzenie ich bywa niezmiernie trudne.” I dlatego domagamy się aby ustawodawcy tworzyli regulacje prawne - z utylitarną myślą- które będzie dążyć do zmniejszenia cierpień, zapewnienie swoim obywatelom maksimum zdrowia, dobrobytu, oświaty czy bezpieczeństwa fizycznego i egzystencjalnego."Ponieważ legislatywa ma zwyczaj zapominania o doczesnej stronie swojej działalności, pragniemy o niej przypomnieć właśnie poprzez nasz Marsz. Z analogiczną postawą spotkać się można także w mediach publicznych, które aktywnie promują (zwłaszcza w publicystyce) wyłącznie katolickie spojrzenie na świat (tzw. „wartości chrześcijańskie”), zamykając się na wszystkie argumenty nie oparte na szeroko pojętej doktrynie religijnej. Tu również panuje zasada, że skoro 89% do 96% Polaków deklaruje się jako katolicy, to media państwowe muszą być w 100% katolickie. Efektem tego jest narzucanie niewierzącym subiektywnego światopoglądu katolickiego i brak alternatywy, co naszym zdaniem jest niezgodne z rolą mediów publicznych w społeczeństwie. Narzucanie wszystkim obywatelom światopoglądu katolickiego dotyka bardzo wielu sfer życia. W praktyce oznacza to, że ateiści zarówno przez ustawodawstwo, jak i polską tzw. „poprawność polityczną” zmuszani są między innymi do:
Subiektywna wola Kościoła coraz częściej jest w Polsce prawem, którego również ateiści muszą przestrzegać. Osoby żyjące wedle innych systemów wartości nadal są traktowane jako „dziwadła”, „amoralni”, „zboczeńcy” czy osoby aspołeczne. Przestrzeń publiczna – w tym i instytucjonalna – zdominowana jest przez jedną religię.
Wielkim problemem dla wszystkich nie katolików jest klerykalizacja edukacji i programów nauczania.
Dla wielu niewierzących największym problemem jest ich dyskryminacja na poziomie szkolnej edukacji, gdyż jej ofiarami padają dzieci. Powszechny i wliczany do średniej na egzaminie maturalnym przedmiot zwany „religią” reprezentuje tylko jeden spośród kilku tysięcy możliwych związków wyznaniowych. Dyskryminuje to nie tylko nas, niewierzących, lecz także osoby o innej niż rzymskokatolicka przynależności światopoglądowej. Teoretycznie alternatywna dla katechezy „etyka” w szkole jest często fikcją. Brakuje nauczycieli tego przedmiotu, ustalony jest wysoki limit 7 uczniów potrzebnych do wprowadzenia zajęć z etyki, a jedyny zaakceptowany podręcznik do etyki napisany został przez rzymskokatolickiego księdza (co wpisuje się w stereotyp, że tylko kościół decyduje co jest etyczne). Innym problemem jest podporządkowywanie życia szkolnego Kościołowi. Coraz częściej rekolekcje oznaczają brak zajęć w szkołach. Podobnie lekcje bywają odwoływane, chociażby podczas nawiedzenia danej parafii przez kopię obrazu jasnogórskiego (Joanna Podgórska Wierz boś nie zwierz „.Polityka” nr. 46(2680), 15 listopad 2008). Osoby niewierzące w takich sytuacjach borykają się z problemem opieki nad dziećmi, której dana placówka oświatowa nie zapewnia. Godzina rozpoczęcia lub zakończenia roku szkolnego ustalana jest w konsultacji z lokalnym proboszczem, a rodzice dowiadują się jedynie, że owe uroczystości odbędą się po mszy. Na szkolnych uroczystościach zdarzają się inicjowane przez duchownych modlitwy, które albo zmuszają niekatolików do ujawnienia się („kto się nie modli, jest inny”) albo do modlitwy (czyli działania wbrew własnemu światopoglądowi). Sale w wielu szkołach publicznych obwieszone są symbolami religijnym (i symbolami tylko jednego z 164 związków wyznaniowych zarejestrowanych w naszym kraju). Programy nauczania także przesiąknięte są ideologią chrześcijańską. Nauczyciele bywają zupełnie poważnie „edukowani” przez egzorcystów jak rozpoznać opętanie przez demona. Przeżyliśmy bardzo poważną ofensywę, aby w miejsce naukowo udowodnionej i powszechnie przyjętej teorii ewolucji wprowadzić do szkół opierający się na starożytnych, bliskowschodnich tekstach kreacjonizm. Eskalacja tego zjawiska nastąpiła co prawda za czasów ministra Romana Giertycha, lecz obecnej minister edukacji Katarzynie Hall (Jest za możliwością zdawania matury z religii i za wliczaniem stopnia z niej uzyskanego do średniej ocen.) bliżej jest do linii ideowej konfesyjnego konserwatyzmu, niż zachodnioeuropejskiej otwartości. Sprzyja to promowaniu nietolerancji, ksenofobii i uprzedzeń w stosunku do wszelkich mniejszości (w tym niekatolików). Ateiści i agnostycy są traktowani jako osoby gorsze od wierzących, ponieważ jako niereligijni mają nie posiadać uczuć. Tezy takie promują osoby znane, np. były prezes TVP Bronisław Wildstein: "Przeczytałem wypowiedź uczestnika internetowej dyskusji, który żądał, aby jego uczucia – jako ateisty – szanowane były na równi z uczuciami wierzących. Uświadomiłem sobie, ze to absurdalne stwierdzenie, które nosi pozór oczywistości, traktowane jest współcześnie jako norma społeczna. Wierzenia obywateli, jeśli tylko mieszczą się w porządku prawnym, nie powinny się stawać przyczyną prześladowania. Jakie są jednak religijne przekonania ateisty, który deklaruje brak takich przekonań?"Myślenie takie jest niezwykle krzywdzące i deprecjonuje osoby niewierzące. Wildstein wyraźnie sugeruje, że poglądy ateistów ponieważ nie są religijne, mogą być przyczyną prześladowań. Dla byłego szefa TVP także uczucia powiązane z wyznawanym światopoglądem mogą być tylko religijne. Ateiści i agnostycy domagający się szanowania swoich praw są szkalowani i przedstawiani jako osoby nietolerancyjne, chcące zniszczyć „tradycyjną”, polską religijność. W wspomnianym tekście w „Rzeczpospolitej”, Wildstein sugeruje, że postulaty świeckości państwa głoszone przez ateistów to w rzeczywistości działania antyreligijne. Nazywa on ateizm „agresywną antyreligią” dążąca do eliminacji religii i ocenzurowania kultury. Według niego jest on „najbardziej nietolerancyjnym wierzeniem europy”. Swoja wypowiedź kończy jawnie podburzającym wierzących przeciw ateistom zdaniem: "Kiedy słyszę, że szanować mam uczucia osób niewierzących, zastanawiam się, czy nie chodzi to, abym szanował ich brak szacunku dla uczuć religijnych."Stawiany jest tu znak równości między niewiarą a antyreligijnością. Analogiczną retorykę stosują również osoby duchowne, np. bp Tadeusz Pieronek, który osoby walczące o neutralność światopoglądową instytucji publicznych (komisji wyborczych w szkołach publicznych), nazwał „Talibami”, „samorodkiem nietolerancji powołującym się na zasadę rozdziału Kościoła od państwa”. Tadeusz Pieronek „Mamy polskich talibów?” Gazeta Krakowska 12 czerwca 2009. Definiując prawo do wolności religijnej, hierarcha ten przedstawił je jako nietykalne prawo Kościoła rzymskokatolickiego do narzucania innym swoich przekonań (w instytucjach państwowych), bez prawa zgłoszenia sprzeciwu. Taka antyateistyczna nagonka przynosi smutne efekty. Już badania OBOP z 1999 roku pokazały, że niechęć (8%) lub wrogość (2%) do ateistów deklaruje 10% Polaków. Podobnie traktowani są żydzi czy krysznowcy . Niedawno na jaw wyszła sprawa pewnego mieszkającego w Polsce (Klucze, Olkusz, Biały Kościół) ateisty, Włocha Enzo Giustino, który był prześladowany przez wierzących i został kilkakrotnie zmuszony do przeprowadzki jedynie za to, że nie chodził w niedzielę do kościoła. Sąsiedzi grozili mu, nękali pisząc na niego donosy, wybito mu w domu w Białym Kościele wszystkie okna, sugerowano że jest muzułmaninem (w domyśle terrorystą) lub członkiem mafii (ponieważ pochodzi z Sycylii). Nie tylko sąsiedzi, ale i księża mówili mu, by się wynosił z Polski. Prześladowane były także jego dzieci. Fakt, iż nie jest Polakiem nie jest jedynym powodem owej nagonki. Każdy, kto mieszka na wsi i nie chodzi do kościoła, jest na to narażony. W wiejskich społecznościach niechodzenie do kościoła traktowane jest jako niebezpieczna patologia. Czy wszyscy niewierzący popierają MAiA?
Wielu ateistów, zwłaszcza mieszkających w dużych miastach, w których łatwo być anonimowym, nie czuje potrzeby „ateo coming outu”. Żyjąc w anonimowości, w której nie zaznają bezpośredniej dyskryminacji jest niezwykle wygodne. Jeżeli jeszcze nie posiadają dzieci w wieku szkolnym lub posyłają je do szkół prywatnych, nie stykają się z dyskryminacją ze względu na brak wiary. Zważywszy na fakt, że wielu naszych rodaków wychodzi z założenia, że skoro obecna sytuacja jest dobra, lepiej jest jej nie zmieniać, ponieważ można ją jedynie pogorszyć. Zdajemy sobie sprawę, że niektórzy myślący konformistycznie ateiści, tudzież agnostycy nas nie popierają, a nawet są nam wrodzy. Często przyrównują oni konsekwencje działań takich, jak organizacja MAiA do tych, z którymi borykają się ruchy LGBT obawiając się reperkusji ze strony środowisk konfesyjnych.
Historia katechezy w szkole jest tego bardzo dobrym przykładem. Na początku lat 90. XX wieku szkolna katecheza była nieobowiązkowa, odbywała się tylko na pierwszej lub ostatniej godzinie lekcyjnej. Była to jedna godzina w tygodniu, ocena z katechezy nie wliczała się do średniej, jak i nie miała wpływu na promocję do następnej klasy, a katecheci nie pobierali za swoją pracę wynagrodzenia. Obecnie są dwie godziny lekcyjne w tygodniu, jest obowiązkowa, w środku zajęć, ocena liczy się do średniej i ma wpływ na promocję, a katecheci dostają pensje z budżetu państwa. Ponadto wprowadzeni do szkół księża systematyczne podporządkowują je swoim pogladom (np. żądają zawieszania zajęć szkolnych podczas rekolekcji). Nie stało się tak od razu, lecz działo się to metodą małych kroków, gdzie jeden sukces Kościoła skłaniał go do wysuwania dalszych roszczeń. Analogicznie, sukces Kościoła w sprawie aborcji w latach 90. XX wieku zachęcił go walki o zakaz in vitro oraz o całkowity zakaz aborcji. Kolejną ofiarą tego zjawiska może być na przykład antykoncepcja. Czym są ateizm, agnostycyzm i apostazja?
Ateizm to po prostu subiektywne przekonanie, że bogowie, bożki, bóstwa i inne siły nadprzyrodzone nie istnieją. Jest subiektywne, ponieważ nie jest weryfikowalne empirycznie. Czy ateizm i agnostycyzm jest antyreligijny?
Antyreligijność ateistów i agnostyków jest stereotypem. Wielu z nas głęboko szanuje osoby myślące inaczej, niż my. Dzieje się tak dlatego, ponieważ samo przekonanie, że bóstw nie ma, nie rodzi postaw antyreligijnych, tak samo jak bycie chrześcijaninem i wiara w boga nie musi oznaczać wrogości wobec innych religii, choć przecież z chrześcijańskiego punktu widzenia są one błędne, ponieważ głoszą nieprawdę. Nie zgadzanie się z kimś nie jest przecież jednoznaczne ze zwalczaniem tego kogoś. MAiA i polityka
Politycy wpływają na tworzenie prawa, są więc tymi, na postawy których naszym działaniem chcemy wpłynąć. Naturalne więc jest, że będą bardzo mile widziani wśród maszerujących, by mogli wysłuchać tego co chcemy przekazać, a także być z nami jeśli solidaryzują się z naszymi postulatami. Dlaczego MAiA odbywa się w Krakowie?
Z powodów „ergonomicznych” – pomysłodawcy Marszu mieszkają i działają w Krakowie. Trudniej byłoby nam zorganizować MAiA w innym mieście. |
Organizator
|
|